Klify Moheru, lub z języka angielskiego Cliffs of Moher, to ciągnące się przez 14 kilometrów pasmo klifów na zachodnim wybrzeżu Irlandii. To jedne z najbardziej znanych klifów nie tylko w Irlandii, ale i w całej Europie. To właśnie na klify Moheru zjeżdżają się podróżnicy z różnych zakątków świata, aby na własne oczy zobaczyć ten cud natury. Ja także miałam okazję podziwiać klify Moheru podczas mojego weekendowego wypadu do Dublina.

W moim oryginalnym planie klify Moheru nie były wcale uwzględnione. Miał być to weekendowy wypad do Dublina i panoramiczne zwiedzanie miasta i może okolic. Będąc już na miejscu, w ciągu chyba 5 minut narodził się pomysł, żeby zobaczyć klify Moheru. Od narodzin pomysłu do jego egzekucji minęło kolejne 5 minut i już mieliśmy ogarnięty cały plan! Klify Moheru znajdują się na przeciwległym wybrzeżu niż Dublin i dzieli je aż 300 kilometrów od stolicy Irlandii. Mimo aż tak wielkiej odległości, jednodniowy wypad z Dublina na klify Moheru jest jak najbardziej możliwy.

Czym są klify Moheru

Klify Moheru to 14 kilometrowe pasmo klifów rozciągające się na zachodnim wybrzeżu Irlandii. Klify są częścią Drogi Atlantyckiej (Wild Atlantic Way), która ciągnie się wzdłuż zachodniego wybrzeża. W części południowej klify osiągają wysokość 120 metrów, a w części północnej sięgają aż 214 metrów. To właśnie najwyższy punkt na klifach Moheru jest najczęściej odwiedzany przez podróżników. W najwyższym punkcie klifów znajduje się wieża O’Brien, która jest symbolem tego miejsca. Została ona wybudowana w 1835 przez Corneliussa O’Briena i miała zwyczajnie służyć, jako wieża widokowa. To właśnie ze szczytu wieży można zobaczyć Wyspy Aran.

 Klify Moheru

Jak dojechać na klify Moheru z Dublina

Tak jak wspomniałam, klify Moheru oddalone są od Dublina o 300 kilometrów. Trasa samochodem jest do pokonania w ciągu jednego dnia, ale oczywiście oznacza to spędzenie za kółkiem co najmniej 5 – 6 godzin. Jeżeli dystans Ci nie przeszkadza, to jak najbardziej polecam wynajęcie samochodu. My jednak zrezygnowaliśmy z pomysłu wynajęcia auta, bo zwyczajnie tyle godzin za kółkiem wydało nam się słabym pomysłem. Szczególnie, że ja nie prowadzę, więc jedynym kierowcą byłby mój chłopak. Postanowiliśmy więc poszukać jednodniowej wycieczki. Opcji było kilka, a nasz wybór padł na wycieczkę z Paddywagon Tours.

Jednodniowa wycieczka z Dublina na klify Moheru kosztowała nas 45 euro od osoby. Zapłaciliśmy za rezerwację od razu przez internet i na maila otrzymaliśmy potwierdzenie. Zbiórka była już o 7:30 rano w centrum Dublina, a wyjazd o 8:00. Tego dnia pogoda w Dublinie była tragiczna – było zimno i padało. Do tego nie mogliśmy znaleźć żadnej kawiarni, gdzie moglibyśmy zjeść śniadanie, bo akurat była niedziela. Cudem udało nam się znaleźć Starbucksa, gdzie kupiliśmy wałówkę na cały dzień.

Po 7:00 byliśmy już w miejscu zbiórki. Nasza grupa była naprawdę duża i liczyła chyba z 60 osób. Jechaliśmy dużym autokarem, który był zapełniony. Kierowca i zarazem przewodnik był naprawdę bardzo sympatyczny i dzielił się z nami ciekawymi historiami o regionie.

Taka zorganizowana wycieczka sprawdziła się dobrze w naszym przypadku i długa trasa nie była aż tak męcząca. Przez cały czas spaliśmy w autokarze i budziliśmy się tylko na przystanki, więc nawet nie odczułam tak dużej odległości dzielącej Dublin i klify. Wisienką na torcie okazała się być poprawa pogody. Otóż im bardziej kierowaliśmy się na zachód, tym coraz słoneczniej zaczynało się robić!

Trasa z Dublina na klify Moheru

Klify Moheru były główną atrakcją dnia, ale podczas drogi zatrzymaliśmy się jeszcze w kilku ciekawych miejscach.

Kinvara

Pierwszym przystankiem (nie liczę tutaj przystanków na toalety) było małe miasteczko Kinvara w hrabstwie Galway. Kinvara to wioska rybacka, która słynie przede wszystkim z charakterystycznych dla tego regionu łódek rybackich zwanych – hooker. Łódki te konstruowane są w bardzo specyficzny sposób, aby z łatwością przetrwały w ciężkich warunkach na morzu. Co roku organizowane są nawet swego rodzaju lokalne regaty, gdzie hookery ścigają się na zatoce Galway z Connemara do Kinvary. W malutkiej zatoce Kinvara możesz zatem zobaczyć kilkadziesiąt hookerów. W oddali ujrzysz także piękny zamek Dunguaire.

Burren 

Po krótkim postoju w Kinvara zaczęliśmy kierować się w stronę regionu Burren, który ciągnie się wzdłuż Drogi Atlantyckiej. Przez cały czas podziwiać mogliśmy piękne widoki Oceanu Atlantyckiego. Trasa naprawdę zapierała dech w piersiach. Zatrzymaliśmy się na tzw. „Małych Klifach” (Mini Cliffs), gdzie mieliśmy okazję do zrobienia kilku zdjęć.

Mini Klify

Doolin 

Kolejnym przystankiem było miasteczko Doolin, które jest jednym z większych miast przed klifami. Miasteczko jest małe i nie ma tam nic do zobaczenia, ale znajduje się tam klika pubów, więc jest to doskonałe miejsce na szybki obiad, bo na samych klifach nie ma żadnej większej restauracji.

Na Klifach Moheru 

Po 4 godzinach od wyjazdu z Dublina wreszcie dotarliśmy do głównej atrakcji dnia, czyli klifów Moheru! Mieliśmy szczęście, bo nie padało, więc spokojnie mogliśmy spacerować po okolicy. Na terenie klifów znajduje się centrum turystyczne, do którego wstęp jest płatny. My nie musieliśmy nic płacić, bo bilet był wliczony w cenę wycieczki. Same klify są bezpłatne, ale za centrum trzeba już zapłacić. W środku znajduje się muzeum, gdzie możesz poznać historię regionu. Jest tam też mini kawiarenka i ogromny sklep z pamiątkami.

Klify są oczywiście zjawiskowe i naprawdę robią wrażenie. Jest tam dosyć sporo turystów, więc jeżeli masz możliwość, to lepiej jest tam pojechać z samego rana, kiedy jeszcze nie ma aż takich tłumów. Na klifach możesz spędzić 30 minut albo i cały dzień. By byliśmy tam 1.5 godziny i był to wystarczający czas, ale jeżeli trafisz na piękny, słoneczny dzień, to zdecydowanie warto jest zostać tam dłużej.

Ogólnie byłam zadowolona z decyzji o wypadzie na klify Moheru. Mimo, iż spędziliśmy większość czasu w podróży to i tak było warto odwiedzić zachodnie wybrzeże Irlandii i zobaczyć, jak wygląda słynna trasa Wild Atlantic Way. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę przed zamkiem Burnatty, ale niestety nie mieliśmy czasu na wejście do środka. Zamek Burnatty zresztą odwiedziłam kilka miesięcy później podczas mojego pobytu w Shannon.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *