Irlandia to jeden z moich ulubionych celów podróżniczych. Odkąd mieszkam w Londynie jeszcze bardziej ciągnie mnie do natury i do bardzo spokojnych miejsc. Kiedy mam już po dziurki w nosie zgiełku wielkiego miasta, wtedy zaczynam planować podróż w miejsca, gdzie będę mogła spędzić kilka chwil na łonie natury. Biorąc pod uwagę bliską odległość z Londynu oraz tanie połączenia lotnicze, ostatnio mój wybór coraz częściej pada na Irlandię!

Irlandię kocham i zawsze jeżdżę tam z wielkimi oczekiwaniami i ogromnym podekscytowaniem. Irlandczycy to jeden z najmilszych narodów na świecie. Nic dziwnego, mieszkają w tak pięknym miejscu, że po prostu nie mają powodów, aby być zgryźliwymi i niemiłymi w stosunku do drugiego człowieka. Trzeba też przyznać, że w Irlandii, przynajmniej poza Dublinem, jest niewiele turystów, więc mieszkańcy nie są tak zmęczeni przybyszami z innych zakątków świata.

Jedynym minusem wypraw do Irlandii jest pogoda. Niestety pogoda w Irlandii na ogół nie dopisuje. Jest zimno, pada, wieje. Jedyną radą tutaj jest zabranie odpowiednich ubrań i butów i liczenie na słońce 🙂 Podczas mojego ostatniego wypadu do Irlandii ku mojemu zaskoczeniu pogoda dopisała. Był to chyba pierwszy słoneczny weekend w tym roku, co zaskoczyło nawet mieszkańców. Planowaliśmy wycieczkę objazdową i byliśmy przygotowani na tragiczne warunki pogodowe, więc zabrałam grubą kurtkę i porządne buty. Przez całe 5 dni świeciło słońce i było ponad 20 stopni! Nie spodziewaliśmy się, aż tak cudownej pogody, więc do naszego planu zwiedzania dodaliśmy jeszcze kilka miejsc. Półwysep Dingle był na naszej pierwotnej liście, ale zrobiliśmy więcej przystanków niż planowaliśmy i w każdym z miejsc zostaliśmy dłużej.

Jak dostać się na Półwysep Dingle

Półwysep Dingle znajduje się na zachodnim wybrzeżu Irlandii. Jest on częścią drogi Atlantyckiej zwaną Wild Atlantic Way. Zawyczaj podróżnicy, którzy są ograniczeni czasem decydują się na objazdówkę po Ring of Kerry, jednak Półwysep Dingle jest znacznie piękniejszy od Kerry i ma o wiele więcej do zaoferowania. My spędziliśmy jeden dzień na Dingle, ale jeżeli naprawdę chcesz nacieszyć się pięknem tego miejsca, to lepiej spędź tam minimum dwa dni.

Na zachodnim wybrzeżu Irlandii znajduje się kilka lotnisk na które lata Ryanair. Można więc upolować naprawdę tanie bilety lotnicze. My przylecieliśmy na lotnisko w Shannon. Innymi lotniskami znajdującymi się w pobliżu są Kerry i Cork.

Półwysep Dingle najlepiej zwiedzać własnym samochodem. Na lotniskach znajduje się naprawdę całkiem sporo wypożyczalni samochodów, więc jest z czego wybierać. Pamiętaj tylko, że w Irlandii obowiązuje ruch lewostronny. Jeżeli nie masz możliwości wynajęcia samochodu, to możesz wykupić zorganizowaną wycieczkę autobusem z przewodnikiem. Takie wycieczki można zakupić w większych miastach takich jak Limmerick, czy Cork. Trzecią opcją jest rower. Podczas jazdy widzieliśmy kilku rowerzystów, ale jest to oczywiście opcja jedynie na słoneczne dni.

Półwysep Dingle
Typowy widok na Dingle
Zielone pola i klify na Dingle

Slea Head Drive i jazda samochodem na Dingle

Droga która prowadzi przez półwysep Dingle nosi nazwę Slea Head Drive. Jest to jedyna droga na półwyspie, więc naprawdę trudno zboczyć z trasy. Kilka dni przed podróżą zaczęłam czytać opinie podróżników, którzy przemierzyli Slea Head Drive samochodem. Większość z nich pisała, że trasa jest trudna i tylko dla doświadczonych kierowców. Przyznam, że włos mi się na głowie zaczął jeżyć i już zaczęłam myśleć o zmianie planów. Całe szczęście planów nie zmieniliśmy, a trasa Slea Head Drive okazała się wcale nie być taka zła. Niektóre części drogi były dosyć wąskie i musieliśmy zjechać na bok, aby przepuścić pojazdy nadjeżdżające z przeciwka. Takich momentów było jednak bardzo mało. Ogólnie na trasie jest mały ruch, więc jeżeli przestrzegasz zasad ruchu i trzymasz się przepisowej prędkości, to jazda nie powinna sprawić Ci trudności.

Wąska droga na Dingle
Slea Head Drive

Co zobaczyć na Półwyspie Dingle

Półwysep Dingle to przede wszystkim przepiękne krajobrazy i natura. Znajduje sie tam także kilka historycznych miejsc, plaże, gdzie możesz surfować, a także małe miasteczka. Wszystkie główne miejsca oraz punkty widokowe są bardzo dobrze oznaczone, więc nawet jak nie masz konkretnego planu na zwiedzanie, to podczas jazdy możesz zatrzymywać się w oznaczonych miejscach. Na półwyspie jest całkiem sporo restauracji, małych knajpek i sklepów. Nie ma też problemu ze znalezieniem miejsca do zaparkowania. Jedynym miejscem, gdzie mieliśmy problemy ze znalezieniem wolnego parkingu było miasteczko Dingle. Zmuszeni byliśmy wjechać na parking płatny, który kosztował €2.

Poniżej zamieszczam mapkę z trasą jaką pokonaliśmy. Zaczęliśmy ok godziny 10:30 (trochę późno, ale mieliśmy do pokonania dosyć długą trasę z Shannon, gdzie wylądowaliśmy) i z półwyspu wyjechaliśmy ok godziny 19:00. Wszystkie miejsca zwiedzaliśmy dosyć wolno, do tego mieliśmy czas na obiad i kawę. Niestety nie udało nam się pojechać na żadną z pobliskich wysp. Jeżeli masz w planach wypady na wyspy, to musisz zarezerwować sobie minimum 2 dni na półwyspie.

Półwysep Dingle

Plaża Inch

Naszym pierwszym przystankiem na półwyspie była plaża Inch. Jest to 5 kilometrowa plaża od której zazwyczaj podróżnicy zaczynają zwiedzanie półwyspu. Plaża jest przepiękna i idealna na poranny spacer. Jest to ulubione miejsce surferów, którzy przyjeżdżają tam z różnych części wyspy. Nic dziwnego, bo fale są naprawdę wysokie. Na plaży znajduje się mała kawiarnia, w której można usiąść na zewnątrz i rozkoszować sie pięknym widokiem z filiżanką kawy. Na plaży znajduje się także hotel, który może stanowić świetną bazę wypadową dla osób zwiedzających zachodnią część Irlandii. My tego ranka musieliśmy pokonać dosyć długą trasę z Shannon, więc spacer na plaży Inch był dla nas ukojeniem.

Plaża Inch jest idealna na poranny spacer
Plaża Inch na Półwyspie Dingle

Dingle

Dingle to największe miasto na półwyspie i zarazem jedno z najpiękniejszych miast w zachodniej Irlandii. Dingle zupełnie mnie zachwyciło. Kolorowe domy, cisza, spokój i sympatyczni mieszkańcy tworzą niesamowitą atmosferę tego miasta. Zaraz po przyjeździe mieliśmy problem z zaparkowaniem. Była to Sobota Wielkanocna, więc ruch na ulicach miasta był spory. Po kilkunastu minutach udało nam się znaleźć miejsce do zaparkowania. Wyszliśmy na krótki spacer na port, skąd odjeżdżają promy na okoliczne wyspy. Potem udaliśmy się w stronę centrum, gdzie znajdują się naprawdę urocze kolorowe budowle. Właśnie te kolorowe budynki nadają charakter temu miejscu. Nie mogliśmy sobie odmówić lodów w jednej z najsłynniejszych lodziarni – Murphy’s. Polecam w szczególności lody o smaku soli morskiej. W Dingle znajduje się także kilka resturacji, w których można zjeść obiad. My nie byliśmy jeszcze głodni, więc wyruszyliśmy w dalszą trasę. Przy wyjeździe z miasta zauważyłam, że znajduje się tam akwarium morskie. Nie mieliśmy jednak już czasu, aby wejść do środka.

Najlepsze lody w Dingle

Plaża Ceann Tra

Mniej więcej po 20 minutach jazdy zauważyliśmy zjazd na plażę. Mimo, iż nie planowaliśmy tego miejsca, to postanowiliśmy się tam zatrzymać. Plaża jest zdecydowanie mniejsza od Inch. Nie widzieliśmy już tam surferów, nie ma też żadnych hoteli czy knajpek. Zrobiliśmy kilka zdjęć i ruszyliśmy dalej.

Plaża Ceann Tra

The Famine Cottages

Kilka minut za plażą Ceann Tra znajduje się historyczne miejsce – The Famine Cottages – które w wolnym tłumaczeniu oznacza „domy głodu”. Miejsce to nawiązuje do historycznego Wielkiego Głodu, kiedy to miliony Irlandczyków zmarło z głodu. Wielki Głód w Irlandii miał miejsce między 1945 i 1849 i był on spowodowany zarazą ziemniaka. W tych czasach ziemniak był jedynym warzywem uprawianym na tych terenach. Ziemniaki stanowiły pożywienie zarówno dla zwierząt, jak i dla ludzi. Przeciętny Irlandczyk jadł ziemniaki kilka razy dziennie. Bakteria, która zaatakowała uprawy ziemniaków przyczyniła się do śmierci blisko 1.5 miliona ludzi. Wielki Głód był także przyczyną emigracji Irlandczyków na zachód.

Wstęp do Famine Cottages jest płatny i kosztuje €3. Obecnie znajduje się tam hodowla owiec oraz właśnie owy dom, w którym podczas Wielkiego Głodu mieszkała rodzina. Małżeństwo zostało dotknięte straszną tragedią, bowiem kobieta 6-krotnie zaszła w ciążę i każde z jej dzieci urodziło się martwe. Prawdopodobnie z powodu epidemii, która wtedy panowała. Dzieci urodziły się martwe, więc nie mogły zostać ochrzczone. Kościół z tego powodu odmówił im religijnego pogrzebu, więc dzieci zostały pochowane na posesji.

Beehive Huts

Z Femine Cottages ruszyliśmy w trasę i już po kilku minutach zatrzymaliśmy się w punkcie widokowym po lewej stronie drogi. Zaznaczyłam ten punkt na mapce i na pewno go nie omniniesz jadąc trasą. Za punktem znajduje się kolejne ciekawe historyczne miejsce, które nazywa się Beehive Huts. Jest to chata pochodząca z epoki żelaza. Chata położona jest nad poziomem morza, więc rozpościera się z niej piękny widok. Oczywiście znajduje się tam także hodowla owiec. Wstęp na teren kosztuje €2. Wejście jest dosyć ciekawe ponieważ pieniądze trzeba wrzucić do dziwnej beczki. Wokoło beczki rozwieszone są kartki z napisami „Kamery CCTV”. Wrzuciliśmy po €2 i weszliśmy na teren chaty. Przy wyjściu spotkaliśmy Pana, który opiekuje się miejscem, który wybierał pieniądze z beczki. Podejrzewam, że jest właścicielem pastwiska i dba tam o porządek.

Plaża Coumeenoole i Dunmore Head

Następnie zatrzymaliśmy się na plaży Coumeenoole, która zdecydowanie różniła się od plaży Inch. Coumeenoole otoczona jest przez zjawiskowe klify. Miejsce to jest znane szczególnie fanom„Gwiezdnych Wojen” ponieważ właśnie tam kręcono kilka scen z części „Ostatni Jedi”. Plaża była wyjątkowo zatłoczona i dosyć trudno było tam zrobić ładne zdjęcie. Połączenie plaży i klifów było jednak piękne, więc naprawdę warto jest się tam zatrzymać.

Zjawiskowe widoki na klify
Zjawiskowe widoki na klify na półwyspie Dingle

Conor Pass

Mimo, iż wielu blogerów odradzało Conor Pass to i tak postanowiliśmy pojechać tam i wyrobić sobie własną opinię. Z plaży Coumeenoole wróciliśmy górą do Dingle, gdzie zatrzymaliśmy się na szybki obiad. Nie było nawet innego wyjścia i musieliśmy znów przejechać przez Dingle. Podróż z Dingle do Conor Pass zajmuje ok 15-20 minut. Po drodze jeszcze zatrzymaliśmy się przy małym wodopadzie, który znajduje się pośród skałek. Przy Conor Pass znajduje się mały parking, gdzie można zostawić pojazd. Conor Pass do niewielkie wzniesienie, z którego rozpościera się piękny widok na doliny. Wejście na sam szczyt zajmuje ok 15 minut i droga jest naprawdę łatwa. Na szczycie jest dosyć zimno i bardzo wieje, więc czapka jest konieczna. Niestety w tym rejonie była dosyć niska mgła i widoczność była ograniczona, ale samo miejsce naprawdę było piękne. Przy lepszej pogodzie podejrzewam, że widoki byłyby zjawiskowe. Dla mnie, Conor Pass to miejsce warte odwiedzenia.

Ballycurane

Z Conor Pass zaczęliśmy piąć się ku górze. W tym rejonie już nie byo nic ciekawego do zobaczenia. Zboczyliśmy trochę z drogi, aby zobaczyć co znajduje się na małym cypelku Ballycurane. Na samym końcu jest bardzo mała plaża, a sam cypel jest miejscem dla surferów. Znajduje się tam także duże miejsce kempingowe. Zawróciliśmy na główną trasę i zaczęliśmy kierować się w stronę hotelu.

Ballycurane
Ballycurane

Jeżeli zastanawiasz się, czy jechać na półwysep Dingle, to odpowiedź zdecydowanie brzmi TAK. Według mnie, półwysep Dingle ma o wiele więcej do zaoferowania niż słynny Pierścień Kerry. Jeżeli jeszcze kiedyś uda mi się pojechać w te rejony, to zostanę na Dingle co najmniej dwa dni, żeby odwiedzić okoliczne wyspy.

Poniżej jeszcze znajdziesz kilka ujęć z półwyspu.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *