Singapur, Bali, Dubaj, Madagaskar, San Francisco. To między innymi o tych miejscach miał być ten ostatni post w 2020 roku. Pandemia koronawirusa sprawiła, że zostałam z plikiem voucherów linii lotniczych i niezrealizowanymi marzeniami podróżniczymi. COVID-19 nie sprzyja dalekim podróżom, ale miałam na tyle szczęścia, że i tak udało mi się odwiedzić kilka zagranicznych miejsc.

Z podróżniczego punktu widzenia rok 2020 rozpoczął się dla mnie wprost fantastycznie. Nowy rok przywitaliśmy na Cyprze, a kilka tygodni później wyskoczyliśmy do Tromso w poszukiwaniu zorzy polarnej. I to była ostatnia z zaplanowanych podróży, którą udało nam się zrealizować. Marzec, jak pewnie w większości z Was, upłynął na odwoływaniu lotów, hoteli i walce o odzyskanie pieniędzy. Mieliśmy na tyle szczęścia, że wszystkie hotele udało nam się odwołać bez dodatkowych opłat, a za bilety lotnicze dostaliśmy vouchery. Miejmy nadzieję, że uda się je zrealizować w przyszłym roku.

Po wiosennym lockdownie, kiedy sytuacja trochę się unormowała zapragnęliśmy wakacji. Wiedzieliśmy, że wyjazd wakacyjny w naszym stylu podróżowania nie był możliwy, ale bardzo potrzebowaliśmy zmiany. Postanowiliśmy zatem zamienić londyńskie blokowisko na małe mieszkanko w samym centrum bułgarskiego Płowdiwu.

Ucieczka przed wirusem do Bułgarii

Bilety lotnicze do Sofii zabukowaliśmy już pierwszego dnia, kiedy restrykcje podróżnicze dla obcokrajowców zostały zniesione. Wyjazd do Bułgarii był dla nas idealnym rozwiązaniem. Mamy tam rodzinę, mieszkanie. Sytuacja epidemiczna w kraju była opanowana i przez kilka miesięcy żyliśmy naprawdę normalnie. Każdy dzień zaczynaliśmy od spaceru i kawy, potem praca i wieczorem znów spacer. Każdy weekend poświęcaliśmy na wycieczki za miasto i zwiedzanie kraju. Odwiedziliśmy wiele miejsc nad Morzem Czarnym, w górach, w środkowej części kraju. Zupełnie zapomnieliśmy o wirusie i pandemii.

Ten kilkumiesięczny pobyt na Bałkanach był dla mnie zdecydowanie promyczkiem w tym całym pokręconym 2020 roku. Dał mi dużo sił i energii. I przy okazji odkryłam piękne miejsca w Bułgarii, do których pewnie bym nie dotarła gdyby nie ta wyjątkowa sytuacja.

Bułgaria

Sielski pobyt w Grecji

Z Bułgarii samochodem pojechaliśmy do Grecji. W okresie wakacyjnym wiele państw otworzyło swoje granice i pewnie moglibyśmy pokusić się o bardziej egzotyczny wyjazd, ale latanie samolotem po całym świecie nie wydało mi się mądrym rozwiązaniem. Podróż samochodowa z Bułgarii do Grecji była naprawdę prosta i bezpieczna. Niestety musieliśmy wykonać test na COVID, który był dosyć drogi, ale było warto. Gościnność Greków to jest to, czego potrzebują turyści w czasach pandemii. Na nasz wypoczynek wybraliśmy malutką wyspę Thassos, na której było naprawdę mało turystów. Czułam się bardzo bezpiecznie mimo wszechobecnego wirusa. Nie trudno było o zachowanie dystansu społecznego. Ba! Z łatwością było znaleźć plażę tylko dla nas.

Grecja Thassos

Zwiedzanie własnego podwórka

Dla mnie zwiedzanie własnego podwórka nie oznacza podróżowania po Polsce, a po Wielkiej Brytanii. Po pobycie w Bułgarii udało mi się wyskoczyć na kilka dni do Polski i w nasze polskie Tatry. Częstszego podróżowania do Polski jednak unikałam, ponieważ nie chciałam narażać bliskich.

Od września zatem zaczęliśmy intensywnie zwiedzać Anglię i Londyn. Udało nam się nawet wyskoczyć na weekend do Irlandii Północnej.

W Londynie mieszkam już 5 lat, ale dopiero teraz odkryłam wiele fajnych miejsc i doceniłam miasto. Wielka Brytania zamknęła się na zagranicznych turystów, więc miasto opustoszało. Była to świetna okazja na zrobienie zdjęć i spokojne spacery. A po Anglii podróżowaliśmy własnym samochodem, bo tak bezpieczniej. Każdy weekend spędziliśmy w trasie, aż do kolejnego zimowego lockdownu, który to znów położył kres naszym podróżom.

Na Nowy Rok miał być śnieg i narty a został Netflix i londyński deszcz.

Seven Sisters

Czy podróże w czasach COVID-19 mają sens?

W czasach pandemii podróże to pewnie ostatnia z rzeczy o jakiej powinniśmy myśleć. Ja jednak zaryzykowałam i zdecydowałam się na kilka wyjazdów zagranicznych. Wszelkie dłuższe wyjazdy, jak i jednodniowe wycieczki jednak bardzo różniły się od wyjazdów przed pandemią. Te pandemiczne wyjazdy są dosyć samotne. Ja dosyć poważnie podchodzę do obostrzeń i zasady dystansu społecznego, dlatego też stronię od ludzi. A w podróżach ważna jest rozmowa z drugim człowiekiem i kontakt międzyludzki. Wyjazdy w 2020 były zatem dosyć samotne ponieważ staraliśmy się izolować i unikać możliwości złapania wirusa. Cały czas zwiedzaliśmy i odkrywaliśmy nowe miejscówki, ale unikaliśmy jak najbardziej kontaktu z ludźmi.

Dosyć często też rezygnowaliśmy z różnych atrakcji ponieważ wydawały nam się niebezpieczne. Mówię tutaj o miejscach, które skupiają dużą ilość ludzi. Na przykład muzea, przejażdżki łodzią czy markety. Zdarzało się, że rezygnowaliśmy z jakiegoś miejsca, żeby uniknąć ryzyka. Już nie wspomnę o tym, że przez limit osób niektórych atrakcji zwyczajnie nie udało nam się zobaczyć. Do niektórych muzeów, galerii bilety trzeba rezerwować z kilkutygodniowym wyprzedzeniem i to na konkretny dzień i godzinę.

Na swoje podróże w pandemii przeznaczyłam też większą ilość pieniędzy. Dla bezpieczeństwa i komfortu jestem w stanie zapłacić więcej za dobry hotel, miejsce w samolocie czy zjeść w lepszej restauracji. Oczywiście w obecnej sytuacji planowanie wyjazdów z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem nie jest możliwe, a rezerwacja lotów, noclegów na ostatnią chwilę jest zawsze droższa.

Dla mnie największą zaletą podróżowania w okresie pandemii jest brak tłumów. Nawet te największe atrakcje turystyczne nie są oblegane. Nigdy nie sądziłam, że spacerując na moście Westminster w Londynie będę zupełnie sama!

Z niecierpliwością jednak czekam na zupełny powrót do normalności i miejmy nadzieję, że chociaż zalążki tej normalności zobaczymy w 2021! 🙂 

 

Southend

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *